Jachtostop Poradnikowo

Jachtostop Australia – Indonezja + informacje praktyczne

Po raz drugi udało nam się dopłynąć jachtostopem do Australii. Tym razem z Nowej Zelandii, z tygodniowym przystankiem na Nowej Kaledonii. Myśli o tym, aby kontynuować poszukiwania jachtu w stronę Indonezji pojawiły się dużo wcześniej. Takie kolejne marzenie do zrealizowania, aby dotrzeć do Azji bez użycia samolotu.

Była połowa lipca. Nasza łódź, którą płynęliśmy przez Pacyfik, była zacumowana w marinie w Cairns. Zaczęliśmy więc pierwsze poszukiwania. Zadzwoniliśmy w parę miejsc, popytaliśmy dookoła i już po dwóch dniach mieliśmy możliwość dołączenia do brytyjskiego małżeństwa. Było jednak dla nas za szybko. Dodatkową przeszkodą był ogromny ból w moim kręgosłupie. W planach mieliśmy pojechać do Brisbane, zwiedzić okolicę, a następnie udać się stopem do Darwin, gdzie szanse na złapanie jachtostopa były największe. W wielkim skrócie okazało się, że miałem złamany kręgosłup w trzech miejscach. Wszystko na skutek skoku do wody z dużej wysokości (nie skaczcie jeżeli nie musicie). Potrzebowałem czasu na odpoczynek i rekonwalescencję. Nie wolno mi było nosić plecaka, ćwiczyć, ogólnie nic nie mogłem, co obciążało kręgosłup. Dzięki uprzejmości i wielkiemu sercu naszych kochanych znajomych z Brisbane i Logan (Julia, Sam i Marek dziękujemy!) mieliśmy dach nad głową i idealne warunki do powrotu do zdrowia. Były to błogie dni, podczas których oglądaliśmy Igrzyska Olimpijskie w Rio, jedliśmy smaczne jedzenie i rozmyślaliśmy nad przyszłością. Po miesiącu przerwy dotarliśmy autostopem do Darwin. Przyszedł czas, aby wykonać misję: jachtostop Australia – Indonezja.

Był początek września. W mieście upał. Różnica temperatur między Queensland, a Northern Territory była ogromna. Dzięki uprzejmości Andrzeja, Polaka, którego poznaliśmy w Gold Coast mieliśmy dach nad głową w centralnej części miasta. Pierwsza marina w Cullen Bay, do której się udaliśmy, była oddalona dwa kilometry od domu. Już drugiego dnia naszego pobytu znaleźliśmy jacht płynący do RPA i dalej do Europy. Kapitan z Nowej Zelandii bardzo długo namawiał nas na wspólny rejs, ale Afryka nie była nam w głowach. Tęskniliśmy za Azją i właśnie do niej chcieliśmy się dostać. Przechadzając się pomiędzy zacumowanymi łodziami znaleźliśmy tylko ludzi płynących do Cairns, albo Fremantle. Pracownicy mariny powiedzieli nam, że większość jachtów wypłynęła dwa, trzy tygodnie temu. Zdawaliśmy sobie z tego wcześniej sprawę, ale w tej sytuacji moje zdrowie było priorytetem. Nie tracąc wiary poszliśmy do kolejnego miejsca, mariny Tippersary Waters. Spacerowanie w piekącym  słońcu do najprzyjemniejszych nie należało, ale czego się nie robi dla osiągnięcia upragnionego celu? Marina okazała się dużo mniejsza i można powiedzieć, że świeciła pustkami. Nie poznaliśmy tam nikogo. Pojawiła się za to kolejna możliwość rejsu do RPA z przystankiem na Mauritiusie z pewnym małżeństwem. Jak żyć? Zostawiliśmy w widocznym miejscu nasze ogłoszenie i na samym końcu podjechaliśmy do Darwin Sailing Club. Miejsce pięknie położone z restauracją oraz przystanią dla jachtów. Był tylko jeden problem. Wszystkie łodzie zacumowane były na kotwicy i bez pontonu nie było fizycznej możliwości dostania się do nich. Jedynym rozwiązaniem było cierpliwie czekać, aż ktoś z nich będzie wybierał się na ląd. Za drobną opłatą przypięliśmy nasze ogłoszenie na ogromnej tablicy znajdującej się na tarasie restauracji i wróciliśmy do domu. Kolejnego dnia trafiliśmy do mariny w Bayview, gdzie po krótkim rozeznaniu złapaliśmy luksusowy katamaran płynący na Timor Wschodni i do Indonezji. Kapitan Terry z Australii z miłą chęcią zaprosił nas na pokład i zaproponował wspólny rejs. Sęk w tym, że chciał wypływać za trzy tygodnie, a nasza wiza do Indonezji, o którą aplikowaliśmy na Nowej Kaledonii, była ważna do 25. września (do tego czasu musieliśmy przekroczyć indonezyjską granicę). Przykro byłoby stracić dwumiesięczną wizę, a naszego pobytu w Kraju Kangurów przedłużać nie zamierzaliśmy. Jakkolwiek wymieniliśmy się numerami i traktowaliśmy to jako opcję rezerwową.

Jachtostop Australia - Indonezja

Po Bayview ponownie zawitaliśmy w Tippersary Waters. Żar lał się z nieba. Rozglądając się w poszukiwaniu kogokolwiek, przypadkowo (nie wierzymy w przypadki) natknęliśmy się na pewnego Japończyka, który zdradził nam informacje kluczowe do zrealizowania naszego marzenia. Okazało się, że za tydzień z Darwin miał ruszać wyścig organizowany przez ARC, i że pierwszym przystankiem na trasie do RPA miała być wyspa Lombok w Indonezji! Mało tego, powiedział, że jachtów jest osiemnaście, a wśród nich są takie, które być może będą potrzebować dodatkowej załogi. Wszystkie miały zjawić się w ciągu czterdziestu ośmiu godzin. Oficjalne spotkanie w Tippersary Waters miało odbyć się za kilka dni. Ależ się ucieszyliśmy! Japończyk podał nam adres strony internetowej, na której można było na bieżąco sprawdzać położenie wszystkich łodzi. Wyobraźcie sobie, że sprawdzając stronę wieczorem większość jachtów była w okolicach Darwin Sailing Clubu na kotwicy! Nad ranem odświeżyłem ją jeszcze raz i nie mogłem uwierzyć. Wszystkie jachty zacumowane były w Tippersary Waters! Czuliśmy, że ten dzień mógł być dla nas przełomowy. Spisałem ze strony ARC nazwy wszystkich łodzi, łącznie z narodowościami ich załóg, i energicznym krokiem wyszliśmy do naszego celu. Internet mówił prawdę. Ludzi dookoła było znacznie więcej. Najfajniejsze było to, że jachty płynące w ARC można było łatwo rozpoznać po wielkiej, niebieskiej fladze powiewającej na maszcie. Było to ogromne ułatwienie dla nas, bo wiedzieliśmy, z kim mamy porozmawiać. Po kilku odmowach od różnych uczestników zapukaliśmy do czeskiej łodzi o nazwie Odysseus I.

– Ahoj Kapitanie! Jesteśmy Asia i Adam, szukamy możliwości załapania się na jacht płynący do Indonezji.

– Witajcie. Jestem Libor. Zapraszam na pokład. Widziałem wasze ogłoszenie i zapytam wprost: nie chcecie płynąć ze mną do RPA? Po drodze zatrzymamy się na wyspie Lombok, Wyspie Bożego Narodzenia, Wyspach Kokosowych, Mauritiusie i Reunionie. Oprócz mnie na pokładzie będzie mój znajomy, Indra.

Jachtostop Australia - Indonezja

Poszło gładko. Libor był pięćdziesięcioletnim kapitanem ze sporym doświadczeniem żeglarskim. Jego łódź miała siedemnaście metrów długości i wyglądała całkiem ok. Nie była może tak piękna, jak nasz poprzedni Oyster, ale prezentowała się zacnie.

Rozmawialiśmy o życiu, podróżach, i o naszym przyszłym rejsie do Indonezji rzecz jasna. Był tylko jeden mały problem. ARC to regaty dla bogatych ludzi organizowane przez prestiżowy klub jachtowy z Wielkiej Brytanii. Opłata wpisowa za uczestnictwo była kosmicznie wysoka. Ponad to należało zapłacić za każdego członka załogi dodatkowo. Libor powiedział, że jedno miejsce jest opłacone, że koszty pokrycia drugiego nie będą duże, że zgłosi nas jako ekipę. Co do tego mieliśmy mieszane uczucia, więc postanowiliśmy się upewnić osobiście, o jakiej kwocie mowa. Jak się okazało mała kwota to jedyne $150. Byliśmy lekko mówiąc zszokowani. Tyle pieniędzy za wpisanie nas tylko na listę.  Zero dodatkowych benefitów. Po przeanalizowaniu za i przeciw podjęliśmy decyzję. Poszedłem do Libora i szczerze oznajmiłem, że $150 jest dla nas dużą sumą pieniędzy, i że jeżeli chcą nas na pokładzie, muszą pokryć drugą składkę za nas. My oferujemy ręce do pracy, zrzucamy się na jedzenie, troszkę na paliwo i w zamian za to stajemy się częścią oceanicznej przygody. Brzmiało bardzo sensownie. Kapitan zrozumiał naszą postawę i powiedział, że skontaktuje się z nami telefonicznie. Czuliśmy się z tym całkowicie w porządku. Uznaliśmy, że jeżeli mamy z nimi popłynąć to pokryją opłatę wpisową, a jeżeli ma być inaczej, będziemy cierpliwie czekać na kogoś innego. Po kilku godzinach odebrałem telefon:

– Adam, szykujcie się do rejsu. Nie martwcie się o pieniądze. Zapłacimy za was. Chcemy was na pokładzie. Widzimy się na łodzi za kilka dni. Do zobaczenia. 

Był to dla nas wyraźny znak, że właśnie na pokładzie Odyseuss I popłyniemy do Indonezji. Ostatnie dni w Australii spędziliśmy na przygotowaniach, planowaniu naszej drugiej wizyty w Azji Południowo – Wschodniej oraz odpoczynku. Na dzień przed startem ugotowaliśmy, a następnie zamroziliśmy jedzonko i przenieśliśmy się na łódź. Czekało nas przynajmniej osiem dni morskiej przeprawy na wyspę Lombok.

JAK WYGLĄDAŁ REJS?

ARC to rekreacyjne regaty dookoła świata, w których bardziej chodziło o fun, aniżeli o poważną rywalizację. W tym etapie uczestniczyło piętnaście łodzi. Była wyznaczona linia mety i konkretna godzina startu. Ruszyliśmy przed południem. Prognoza pogody wskazywała delikatny wiatr oraz spokojną taflę oceanu przez większość dni. Nie mylili się. Od samego początku wiatr był bardzo znikomy i nieregularny. W porywach osiągaliśmy prędkość pięciu węzłów. Plusem był sprzyjający prąd, który prowadził nas w dobrym kierunku. Bywały momenty, że wyciągaliśmy siedem węzłów, ale nigdy nie trwało to dłużej niż trzy, cztery godziny. To były te wspaniałe chwile żeglugi, których się nie zapomina. Po paru godzinach zmuszeni byliśmy włączyć silnik, który prawdę mówiąc zgasiliśmy po pięciu dniach. W sumie to przestał działać na skutek awarii, której nie udało się naprawić. Musieliśmy zmienić również główny żagiel, który odmówił posłuszeństwa trzeciego dnia rejsu. Aż ciężko w to uwierzyć, ale na oceanie tafla przypominała jezioro, a wiatr nie istniał. Pamiętam wieczory, podczas których koło dziobu łodzi pojawiały się dziesiątki delfinów płynących razem z nami, latające ryby, pływające węże oraz  niezapomniane barwy zachodów słońca. Ta wyprawa na zawsze będzie kojarzyć się nam właśnie z nimi. Poza tym nie wystąpiła u nas w ogóle choroba morska. Przez całość rejsu czuliśmy się dobrze do tego stopnia, że dwa razy zrobiliśmy pizzę całkowicie od postaw. Próbowaliśmy złowić jakąś smaczną rybę, ale niestety nam się nie udało.

Jachtostop Australia - Indonezja

Jachtostop Australia - Indonezja

Jachtostop Australia - Indonezja

Jachtostop Australia - Indonezja

Jachtostop Australia - Indonezja

Jachtostop Australia - Indonezja

Jachtostop Australia - Indonezja

Jachtostop Australia - Indonezja

Jachtostop Australia - Indonezja

Jachtostop Australia - Indonezja

Nasza czeska załoga miała pewną rutynę na jachcie, którą codziennie wprowadzaliśmy w życie. Za przygotowywanie posiłków, zmywanie i sprzątanie byliśmy odpowiedzialni wszyscy: jednego dnia ja i Asia, drugiego Libor i Indra. Warty odbywały się w systemie co trzy godziny każdy. Na naszą dwójkę przypadało dwanaście godzin dziennie. Głównym zadaniem było wypatrywanie statków towarowych oraz operowanie żaglami. Nie było to jednak zbyt trudne do momentu, w którym stanęliśmy na oceanie z rozwalonym silnikiem. Dookoła jedna wielka pustka. Zero wiatru, zero fal, nic. W takich okolicznościach dryfowaliśmy ponad dwa dni jak rozbitkowie, łapiąc każdy podmuch. Pierwszy raz miałem okazję obejrzeć kultowy film Cast Away. Po części zrozumiałem, co przeżywał główny bohater. Pewnie dryfowalibyśmy dłużej, gdyby nie wspaniała parka z Australii, która jako jedyna postanowiła nam pomóc i zawróciła po nas ponad sto mil morskich swoim pięknym katamaranem Katherina. Plan był prosty. Musieliśmy zorganizować dwie liny o minimalnej długości czterdzieści pięć metrów każda i przywiązać je do dwóch tylnych rogów katamaranu, tworząc coś na kształt trójkąta. Ponad to trzeba było przetransportować w kanistrach całą ilość diesla, który nam pozostał używając do tego pontonu. Przy wykonywaniu tego manewru zerwały się fale, co znacznie utrudniało robotę. Pierwszy raz w życiu prowadziłem samotnie ponton na środku oceanu. Zadanie bardzo odpowiedzialne i niełatwe. Mało brakowało a lina, którą transportowałem z jednej łodzi na drugą wkręciłaby się w silnik pontonu, tym samym niszcząc go. W ostatniej chwili zorientowałem się i szybko opanowałem sytuację. Po około półtorej godziny udało się zamocować całą konstrukcję i mogliśmy rozpocząć długie holowanie. Do celu pozostało trzy dni. Oznaczało to, że przez ten czas musieliśmy kierować łodzią manualnie, tak aby nasz jacht znajdował się idealnie pośrodku widocznego z przodu katamaranu Australijczyków. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Aby tego było mało przestał działać generator prądu. Z trzech lodówek została tylko jedna. Na dwa dni przed dotarciem do Indonezji zerwał się wiatr idealny na żeglugę. Libor zadecydował jednak, że nie będziemy się rozdzielać i popłyniemy do samego końca na silniku Katheriny. Jego łódź, jego decyzja. Na dzień przed finiszem, podczas mojej nocnej warty przyszła ogromna ulewa, która zmoczyła mnie całkowicie. Lało niesamowicie! Mimo tego, z radością i uśmiechem na ustach, trzymałem prawidłowy kurs. Po dziewięciu dniach rejsu, u wybrzeży Lomboku, wypłynęły po nas cztery pontony, które przy użyciu silników doprowadziły nas do wyspy Gili Gede, gdzie zarzuciliśmy kotwicę i zakończyliśmy wyprawę.

Jachtostop Australia - Indonezja

Jachtostop Australia - Indonezja

Jachtostop Australia - Indonezja

Jachtostop Australia - Indonezja

Jachtostop Australia - Indonezja

Jachtostop Australia - Indonezja

Jachtostop Australia - Indonezja

Jachtostop Australia - Indonezja

Jachtostop Australia - Indonezja

Jachtostop Australia - Indonezja

Jachtostop Australia - Indonezja

***

GDZIE SZUKALIŚMY?

Najpopularniejszą, a zarazem najłatwiejszą opcją złapania jachtu na stopa z Australii jest Darwin. Znajduje się tam kilka marin: Cullen Bay, Bayview, Tippersary Waters, klub jachtowy: Darwin Sailing Club z przystanią oraz Dinah Beach Cruising Yacht Association, gdzie żeglarze naprawiają sprzęt. Ponad to łodzie opuszczające kraj robią odprawę paszportową właśnie w Darwin. Kolejną szansą jest Cairns. Łodzie płynące wzdłuż wschodniego wybrzeża Australii często się tam zatrzymują, a odprawę paszportową robią na Wyspie Czwartkowej. Okazji można szukać również z Fremantle. Sporo jachtów wypływa stamtąd na Bali. Poniżej podajemy przykłady wyścigów i regat, dzięki którym macie szansę załapać się na pokład:

Fremantle – Bali: wyścig organizowany jest co dwa lata; następny w maju 2017.
Darwin – Dili (Timur Wschodni): start w lipcu każdego roku.
Darwin – Ambon (Indonezja): start w sierpniu każdego roku.
Sailing Indonesia: start z Darwin w lipcu każdego roku; pierwszym przystankiem jest Kupang na wyspie Timur.
Sail2Indonesia: start z Cairns w lipcu każdego roku.
ARC Darwin – Lombok: wrzesień. Jachty kolejno płyną do RPA.

Trzeba jednak pamiętać, że uczestnictwo w wyżej wymienionych regatach i wyścigach wymaga opłaty wpisowej. W większości płaci się od osoby. Nie są to małe pieniądze, więc należy się poważnie zastanowić nad tą opcją. Dla przykładu odcinek Darwin – Lombok w ARC to koszt $150 za osobę! W ramach tego nie dostajemy absolutnie nic poza możliwością wpłynięcia na głębokie wody.

Jachtostop Australia - Indonezja

KIEDY TRWA SEZON?

Jachtostop w stronę Indonezji, czy w ogóle Azji Południowo – Wschodniej można szukać pomiędzy końcówką maja a końcówką października. Najwięcej łodzi wypływa w lipcu i sierpniu. Dodatkowo sierpień/wrzesień jest sezonem, w którym można załapać się na jacht w kierunku RPA oraz na Mauritius. W zależności od trasy można płynąć z przystankami na Wyspach Bożego Narodzenia oraz Wyspach Kokosowych. Kilku kapitanów namawiało nas na wspólny rejs do Afryki, mieliśmy jednak inne plany i z tej opcji zrezygnowaliśmy. Może innym razem? 🙂 Ponad to z Darwin można popłynąć na wschód do Cairns, na wyspy Pacyfiku oraz na zachodnie wybrzeże do Fremantle. Widzieliśmy nawet ogłoszenie, że ktoś potrzebował przetransportować jacht na Hawaje z przystankiem na Polinezji Francuskiej.

WIZA

Wszystko w zależności jak długo zamierzacie być w Indonezji. Przy wjeździe do kraju jest możliwość otrzymania wizy w porcie. Jest to wiza trzydziestodniowa z możliwością jednorazowego przedłużenia. Koszt $35. Należy jednak pamiętać, że przedłużenie kosztuje kolejne $35 i zajmuje w większości przypadków siedem dni. My zaaplikowaliśmy o wizę turystyczną, dwumiesięczną w konsulacie Indonezji w Numeii na Nowej Kaledonii. Koszt $60. Wiza jest ważna trzy miesiące od czasu wydania. Trzeba wypełnić wniosek, okazać bilety lotnicze (wystarczy zwykła, darmowa rezerwacja, która po 48 godzinach od niezapłacenia zostanie automatycznie anulowana), stan konta oraz jedno zdjęcie paszportowe. Cały proces to trzy dni robocze. Istnieje jeszcze wiza socjalna, która pozwala pozostać w Indonezji na dłużej. W Darwin znajduje się konsulat Indonezji, więc jest jeżeli jesteście na miejscu i rozważacie dłuższy pobyt to warto się tam udać.

CO JESZCZE WARTO WIEDZIEĆ?

– W Cullen Bay oficjalnie nie wolno zostawić ogłoszenia. Jedyną opcją jest czekanie przed głównym wejściem na teren mariny (drzwi otwierane za pomocą specjalnej karty) i spotkaniem kogoś, kto właśnie wychodzi. Mamy wtedy kilka sekund na wejście do środka i pytanie żeglarzy bezpośrednio. Z opuszczeniem terenu nie ma problemu, ponieważ drzwi otwierają się automatycznie dzięki fotokomórce.
– W Darwin Sailing Club za wywieszenie ogłoszenia pobierana jest opłata $10AUD na miesiąc. Ponad to wielu żeglarzy staje tam na kotwicy, ponieważ jest to opcja znacznie tańsza niż postój w marinie. Zdecydowanie jest to dobry spot na poszukiwania jachtu. Polecamy udać się tam wieczorem lub późnym popołudniem.
– W Tippersary Waters ogłoszenie można wywiesić na głównych drzwiach do mariny oraz tablicy ogłoszeń. Dinah Beach Club znajduje się pięć minut pieszo od tej mariny. Najlepiej odwiedzić go w godzinach popołudniowych.
– Bayview Marina znajduje się w innym miejscu niż pokazuje google maps. Należy udać się do dzielnicy o nazwie Bayview. Spacerkiem 30 minut od Tippersary Waters. Współrzędne: -12.441153, 130.858663.

– Przy szukaniu jachtu do Indonezji, o ile to możliwe, polecamy nie wchodzić w opcję, w której zrzucacie się z kapitanem na paliwo. Na tamtych wodach bardzo mało wieje i większość czasu płyniemy z użyciem silnika. Koniec końców suma za diesla na polskie standardy nie jest taka mała. My wyznajemy zasadę, że jeżeli ktoś i tak płynie w danym kierunku, to nasza obecność na pokładzie nie sprawi, że zużycie paliwa wzrośnie dwukrotnie i tym samym nie uczestniczymy w składce na diesla.

– Wszystkie regaty mają określony program i ramy czasowe, którym będziesz musiał się podporządkować.

Przeprawa jachtostopem z Australii do Indonezji była najłatwiejszą i zarazem najprzyjemniejszą z wszystkich rejsów. Wszystko z powodu warunków atmosferycznych, które nie były zbyt wymagające. Nie mieliśmy choroby morskiej, mogliśmy w pełni cieszyć się z naszej obecności na pokładzie, smacznie i regularnie jeść, podziwiać piękne widoki oraz dużo się nauczyć. Nasza czeska załoga była przyjacielska i wyrozumiała. Po dotarciu do Indonezji Libor próbował nas namówić na dalsze wspólne żeglowanie do Afryki. Podziękował nam za naszą pomoc i zaangażowanie w życiu na łodzi oznajmiając, że dużo to dla niego znaczyło. Trzeba przyznać, że był dobrym nauczycielem, który bez oporów dzielił się swoją wiedzą i umiejętnościami. Smutnym faktem jest, że po jakimś czasie dostaliśmy od niego wiadomość, w której pisał, że nie był w stanie naprawić silnika w Indonezji teraz, w związku z czym musiał odłożyć rejs do RPA na przyszły rok. Z całą pewnością trasa z Darwin do Indonezji jest dobrym początkiem dla wszystkich pragnących rozpocząć swoje przygody z jachtostopem.

 Czekamy zatem na wieści od Was i powodzenia w poszukiwaniach! Ahoj!

Inne wpisy o jachtostopie:

Jachtostop – informacje praktyczne

Jachtostop Bali – Australia + informacje praktyczne

Jachtostop, a choroba morska. Jak przeżyć rejs?

Jachtostop – sezony żeglarskie na świecie

Jachtostop – jak przygotować ogłoszenie?

– Jachtostop Nowa Zelandia – Australia + informacje praktyczne

Jachtostop Australia - Indonezja

Podobne wpisy

  • Marek Knappe

    To jest sobie jakis tam zajebisty komentarz 🙂